Dzikie wojaże

EKSTREMALNIE: CZARNOBYL I PRYPEĆ!!!

Zostałam ostatnio nazwana „autorką bloga podróżniczego„, (jakoś jednak bardziej utożsamiam się z fotografią i Agą z Krainy Czarów https://www.facebook.com/agawielinska/ , no ale cóż) – z tejże więc okazji relacja z kolejnego wojażu. Bardzo dzikiego, bardzo ekstremalnego. Muszę się streszczać z pisaniem, bo w planach kolejna wyprawa, rzut beretem, ale liczę, że warunki mi dopiszą!
Już z dawien dawna chodził mi po głowie wyjazd do Czarnobyla. Wiadome, rożne rzeczy biegają i skaczą po mojej rudej głowie. Jest tam Syberia, Kirgistan, Kazbek i inne ciekawe rzeczy, ale między tymi właśnie miejscami przechadzał się Czarnobyl. No ale- prościej zebrać się na wyprawę na Ukrainę, niż nad Bajkał – chcąc nie chcąc.
Ileż to ja się naczytałam książek o czarnobylskiej Zonie… A właściwie o Strefie Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, jak brzmi pełna nazwa. Jest to całkowicie wyludniony i kontrolowany teren 30 kilometrów wokół elektrowni uszkodzonego reaktora nr 4, w którym 26.04.1986 roku wybuchł pożar. Strefa największego skażenia to 10 km.
Mówiąc obrazowo- teren Strefy to wielkość państwa Luksemburg lub trzech Warszaw. Robi wrażenie. 
Jeszcze większe wrażenie robią inne liczby, ale o nich wspomnę później.
A tak w ogóle, nie spodziewałam się, że po raz drugi w przeciągu trzech miesięcy odwiedzę Kijów. Niby tylko na jeden dzień, ale zawsze coś. W Polsce od dwóch tygodni lało. W dzień wyjazdu w naszej wiosce wylała mała rzeczka i zatopiła boisko sportowe i inne takie ekscesy, nie wiadomo co spakować, jak się ubrać. Okazuje się, że Kijów – 900 km dalej, a tam… Upał 30*C. O matko, jakie to było cudowne. Grzało w dupsko porządnie, ale każdy ile mógł chciał złapać otulające promienie słońca.
Po raz kolejny była też stara, piękna Ławra. Nie udało mi się skoczyć na dzwonnicę i popatrzeć na panoramę, czas był napięty, w końcu był to wyjazd organizowany przez biuro, a nie Agę, ale i tak nie było źle.

A’propos wyjazdu organizowanego.
Drażniła mnie trochę pani pilot, to już trochę takie zboczenie zawsze i wszędzie głównodowodzącego… Jak można opowiadać o biednej Ukrainie i panach Polakach, a nie wspomnieć, że ostatnie metro jest po północy?
Albo powtarzać: „Nie bójcie się mówić po polsku!”. No nie zgodzę się. We Lwowie może by to jeszcze przeszło, ale nie w Kijowie. Może się mądrzę, ale cóż, czasem tak bywa. 😀  Trochę słabe, jak dla mnie, ale to może takie moje widzi-mi-się.
Podczas gdy grupa poszła zwiedzać kolejne cerkwie, moja najlepsza pod słońcem grupa w postaci dwóch głów i mnie, poszła na Majdan na zachód słońca. I było cudownie, a nade wszystko: było warto.

Znowu to samo. To miejsce chyba tak wpływa.
Można siedzieć, gapić się przed siebie, popijać zimny cydr i po prostu cieszyć się chwilą.
Bo jest tak pięknie. 

 

Nie Kijów jest jednak głównym tematem dzisiejszego wpisu!

Były powiat czarnobylski, dzisiejsza Zona (to dość popularny rusycyzm- po prostu „strefa”) to teren ukraińskiego Polesia. Naturalną granicą Strefy, a jednocześnie państw: Ukrainy i Białorusi jest rzeka Prypeć, w swoje czasy ochładzająca pracujące reaktory jądrowe. (Dziś Prypeć jest domem między innymi dla dwumetrowych sumów-mutantów, połykających bułki w całości!)
Punkt wjazdowo-kontrolny do Zony: Dytjatki. Poczułam dreszczyk!!!
Przy okazji przekraczania granic chyba do końca życia będę wspominać drugi rozdział swojej pracy magisterskiej, traktujący o przestrzeni literackiej.
Coś w tym naprawdę jest, że człowiek zawsze czuje się nie do końca swojo.
Tym bardziej, jak nawet na wjeździe do zamkniętej strefy wokół dawno nieczynnej elektrowni atomowej, trzeba czekać i kwitnąć jak pierwiosnek!
W końcu ruszamy. Na podbój Zony!
Wracając do liczb. Są przerażające.
 
Teren Czarnobylskiej Zony to 76 wysiedlonych wiosek. 530 km dróg. 12 mostów.
W przeciągu miesięcy ewakuowano ponad 200 000 osób, zamieszkujących najbardziej zagrożone tereny. Ludziom powiedziano, że wyjeżdżają na 3-4 dni, ale ich „wyjazd” trwa już ponad 11 315 dni…
Co jeszcze lepsze- wybuch w reaktorze miał miejsce o 1 w nocy. Rano nikt z mieszkańców Prypeci nie zdawał sobie sprawy, co własnie się wydarzyło. Był pożar, strażacy, ok… Ewakuację rozpoczęto dopiero 36 godzin po awarii. Pomysleć, ile do tego czasu ludzie się nawdychali… Co jeszcze śmieszniejsze- w Kijowie, 150 km dalej, na 1.05 „normalnie” odbyła się parada…
Trochę przerażające, wdychać cichą śmierć i nawet o tym nie wiedzieć.
Bo przecież nie pachnie, nie śmierdzi, nie widać, nie słychać… NIC.
Miastem, stworzonym dla przesiedleńców, jest Sławutycz; dużo osób zamieszkuje w Kijowie, ale są też ewenementy: samo-osadnicy. Ci, którzy mimo zakazów powrócili do swoich domostw w opustoszałych wioskach. Było ich koło tysiąca. W przeciągu całych 31lat, które minęły od wybuchu w elektrowni, dziś zostało ich tylko 250 osób. W większości powrócić zdecydowali się ludzie starsi, przywiązani do ziemi i niewyobrażający sobie innego życia.  Bo przecież nie przesadza się starych drzew…
 
Na terenie Zony stacjonują 2 jednostki wojskowe, są tam 2 przychodnie lekarskie, 3 hotele pracownicze, 1 poczta… 5500 osób obsługuje Zonę, z czego całe 3500 pracuje na terenie Elektrowni.
Wybuch i pożar uszkodził reaktor numer 4; całą Elektrownię wyciszono dopiero w roku 2000 (wyciszono- czyli do tego roku nadal produkowała prąd), jednakże paliwo jądrowe ciągle tam jest. Nowy sarkofag nad zniszczonym reaktorem powstał w listopadzie 2016roku, wciągnięto go na stary, który „wytrzymał” całe 30 lat. Wielu ludzi twierdzi, że trochę zeszpecił krajobraz, ale w końcu chodzi o bezpieczeństwo.
Przecież w środku reaktora 4 znajduje się ponad 150 ton ciągle aktywnego paliwa jądrowego- musi być nieustannie ochładzane… W wyniku wybuchu powstało ponad 300 tongruzu radioaktywnego. Przeniesienie paliwa i ostateczne zamknięcie elektrowni planuje się na 2066 rok.
Tak naprawdę cały czas trwa likwidacja skutków awarii.
Utrzymanie Zony kosztuje Ukrainę (i pośrednio Amerykę, ale to tak na marginesie) trylion hrywien. (Nie wiem ile to zer, ale chyba dużo). 20 rocznych budżetów państwa.
Budowę miasta Prypeć, stworzonego specjalnie dla ludzi, pracujących na terenie Elektrowni, rozpoczęto w roku 1966.
Średnia wieku miasta wynosiła 26 lat.
Warto wspomnieć o fenomenie tego miasta. Mieszkali tam prawdziwi wybrańcy losu: mieli wszystko. Kolorowe telewizory, samochody, basen, stadion, przedszkole, diabelski młyn… Praca w elektrowni zapewniała duże pieniądze i prestiż społeczny.
Wszystko to przepadło, zostało zniweczone w jedną kwietniową noc…
IMG_20170923_155636-01
Witamy w Prypeci, Wymarłym Mieście, mieście Duchów… 
Byłam w szoku. Jedna wielka, potężna, ogromna R-U-I-N-A.
Nie mogłam pojąć tego, co jest tego powodem, bo przecież nie pożar w Elektrowni, oddalonej od Prypeci 2 km. Czas? Owszem. Ale i ludzie. Trochę szabrownicy, trochę psy ogrodnika: ja nie mam, to i innym nie pozwolę tego mieć… Strasznie smutne i ciężkie do ogarnięcia racjonalnie.
Na poniższym zdjęciu – Chwytak. 

Czyli po prostu część od koparki, którą wyrywano drzewa z Rudego Lasu – tuż przy zniszczonym reaktorze. Głupi metal, a przechwycił taką dawkę promieniowania, że do dziś, gdy przyłoży się do niego licznik Geigera, to piszczy jak szalony,  12 µSv/h!* (mikrosiwerty na godzinę).  
 
Dla przykładu:
5 µSv – prześwietlenie zęba,
10 µSv – dawka promieniowania naturalnego, jaką przyjmuje przeciętny człowiek podczas jednego dnia,
40 µSv – lot z Nowego Jorku do Los Angeles,
100 µSv – prześwietlenie klatki piersiowej.
Spędziwszy cały dzień w Prypeci i Czarnobylu nie nałapałam się go więcej, niż trzy badania rentgenowskie lub jedną tomografię.
Więc nie taka Zona straszna, jak ją malują, bo promieniowanie jest wszędzie i nie da się go uniknąć. 😉 
_DSC2696.JPG
Równie ciekawym miejscem były opuszczone zakłady Jupiter. 

Jest to bardzo ciekawe miejsce: oficjalnie produkowano tam radia i magnetofony. W praktyce zakładu nie opuścił żaden tego typu sprzęt elektroniczny. Chodzą plotki, że robiono tam czarne skrzynki i kostki do reaktorów atomowych. Nikt nie wie i nigdy się nie dowiemy, jak było naprawdę. Zona kryje w sobie wiele tajemnic… 
Tydzień przed moim przyjazdem w Prypeci miał miejsce mały incydent.
Grupa naszych zdolnych i niezwykle pomysłowych rodaków chciała uruchomić Diabelskie Koło, w związku z czym po Zonie spacerowało dużo więcej patroli policyjnych, niż zazwyczaj. Nie było wiadome, czy uda się wejść do opuszczonych bloków i „pozwiedzać” mieszkania, ale na szczęście się udało i to nawet nie jeden blok.
Ale w każdym mieszkaniu niemalże to samo. 
Głównym punktem wycieczki był, wiadome, Sarkofag. Pod nim- stary Sarkofag, a jeszcze pod nim- uszkodzony reaktor elektrowni jądrowej. 

I to tam do dziś siedzi sobie „spokojnie” 150 ton radioaktywnego paliwa… 
Mówią, że ten starszy był ładniejszy, dużo bardziej fotogeniczny, słowem, spóźniłam się, ale ten też robi wrażenie. Takie, że aż ciarki przechodzą…
_DSC2831
Okolice Rudego Lasu to najbardziej skażony teren- bo najbliżej reaktora. 
Licznik pikał 19,32. 
W jego bliskości żyje słynny Siemion – lisek, mieszkaniec Zony. Lubi smakołyki i jest świetnym modelem, ale mi chyba nie chciał zapozować. Chyba, że w tym momencie akurat spał, więc muszę jechać raz jeszcze, by go spotkać!
_DSC2925
Wiecie co to? Też swojego czasu nie wiedziałam. Albo czytałam, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Oko Moskwy – radar pozahoryzontalny Duga 2, wybudowany w utrzymywanym lata w tajemnicy kompleksie wojskowym Czarnobyl-2. 
 
Ta kupa żelastwa, wysoka na 150m i długa na 500m (nie ogarnąć tego wzrokiem!!), wybudowana została wcześniej niż sama Elektrownia. Nieładnie mówię: „kupa żelastwa”, a to tak istotny przedmiot w historii stosunków międzynarodowych, zwłaszcza między Związkiem Radzieckim i Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie nazywali Dugę „Rosyjskim Dzięciołem”, ponieważ skutecznie zakłócała fale radiowe i charakterystycznie stukała. 
Centrum dowodzenia miasta Czarnobyl-2. To tam, przed ogromnymi monitorami, siedzieli sobie radzieccy generałowie i komentowali wydarzenia na świecie.
Jak zeszliśmy z dachu budynku, było już całkiem późno, przed 17, a trzeba było jeszcze odwiedzić, jak sama nazwa wyprawy brzmi, sam Czarnobyl!
Prypeć to jedno, młode miasto, a historia Czarnobyla sięga XII wieku! 
Nazwa pochodzi od słów „czorna bylina” – oznaczająca piołun.
 
I teraz uwaga, ciekawe. O piołunie jest napisane w Apokalipsie św. Jana- to tą roślinę trzymał w ręku jeden z Aniołów Zagłady. WOW.
Dziś czasowo mieszkają tam pracownicy Zony- co ciekawe- często w swoich starych mieszkaniach, które musieli opuścić przy okazji ewakuacji…
Jest jakiś spokój w tym miasteczku. Cisza. Ale nie martwa cisza, jak w Prypeci. Czarnobyl ma w sobie duże pokłady nadziei na przyszłość, nadziei na życie. 
Miasteczko jest zadbane, wypielęgnowane, czyste… Na rabatach bujnie kwitną aksamitki i cynie, a z drzewa na drzewo przeskakują ptaki, radośnie przy tym ćwierkając…
Ciekawe, czy nastaną takie czasy (albo raczej: kiedy nastaną takie czasy), że w Czarnobylu znów będzie gwarno i pełno… 
Nie wspomniałam jeszcze kilku istotnych liczb: w wyniku awarii Elektrowni bezpośrednio zginęła tylko jedna osoba– pracująca przy pompach. Wszyscy pozostali zmarli w wyniku radiacji…
Mówi się o kilkunastu dzielnych strażakach, potem o kilku pracownikach… Raczej nie wspomina się o konkretnej liczbie „zwykłych ludzi”, którzy stracili życie w wyniku wdychania radioaktywnych pyłów… Ile ich było: kilkaset, kilka tysięcy, kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy??? Tego nie dowie się nikt. Na przykład: za przyczynę zgonu lekarze podawali grypę jelitową. Akurat. To była choroba popromienna.
I to jest wielka tragedia Czarnobyla. 
Dużo wrażeń, dużo myśli…
To nie było zwykłe miasto, do którego jedzie się pozwiedzać. To nie były pejzaże, na które jedzie się napatrzeć i je wchłonąć. 
To było coś całkowicie innego.
Trochę przerażające, bardzo zastanawiające, dające do myślenia.
Jednym słowem: BYŁO WARTO.
PS. Ale stanowczo za krótko!!!!!!!!!!!!!!! 
PS2. Morał jest jeden: trzeba jechać raz jeszcze: spotkać się z Siemionem, oraz przenocować 😉

1 myśl w temacie “EKSTREMALNIE: CZARNOBYL I PRYPEĆ!!!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s