Dzikie wojaże

Sezon burz.

Ostatnie dni wyglądają następująco: z samego rana piękna pogoda! Zastanawiam się, czy w ogóle brać ze sobą kurtkę. Po południu: oberwanie chmury. Dziękuję opatrzności, że jednak tą kurtkę zabrałam. Dzień w dzień. Morał jest jeden: trzeba wstawać wcześnie rano i cieszyć oczy słońcem : )

Oczy cieszy jeszcze jeden fakt: robi się coraz bardziej zielono. Porośnięte zieloniutką trawą zbocza gór wyglądają naprawdę oszałamiająco i w dodatku są diabelnie fotogeniczne! Najwyższa w końcu pora, by wiosna dotarła i na nasz kazbecki koniec świata :))

Sezon burz.
Sezon burz.

A’propos wczesnego wstawania: mój proces całkowitej aklimatyzacji w Kazbegi prawdopodobnie dobiegł końca, bo budzę się już według normalnego, odwiecznego zegarka: przed 6 rano. Nie ważne, czy kładę się spać o 23, czy o 1, otwieram oczy, a tu 5:48. Już naprawdę czuję się tak, jakbym była w domu, to takie normalne dla mnie  😉

Wspominałam już, jak szybko płynie tutaj czas? Ani się obejrzę, a zaraz już czerwiec będzie. Czuję się jak w jakiejś innej realności, całkowicie poza przestrzenią. Czy to góry, czy to ludzie tak na to wpływa – ciężko powiedzieć. Pewnie wszystkiego po trochu.

_DSC2323.JPG
Coraz bardziej zielono.

W ostatnim tygodniu miałam okazję wyrwać się w góry (oczywiście miałam szczęście – było ładnie, zdążyłam wrócić tuż przed kolejną burzą), a przy okazji zrobić krótki fotoreportaż (ehe, ja i „krótki fotoreportaż” 😛 !!! 500 zdjęć.) dwóm grupom, wychodzącym na Kazbek: skiturowym Słowakom i „zwykłym” Anglikom – czyli wchodzącym na nogach, a nie na nartach. Odprowadzałam ich aż do Saberdze (3000 m, tam, gdzie byłam ostatnio i tam, gdzie będę się umawiać na randki z dżygitami :D), przy okazji robiąc zdjęcia i będąc rudą atrakcją sezonu, skaczącą po górkach jak kozica. Słowacy mieli różne pomysły: chcieli mnie wziąć ze sobą, pakując do plecaka, oferowali zamianę miejsc: ja idę na Kazbek, oni za mnie do pracy, a na koniec gruziński przewodnik zapytał:

Jeździsz na nartach? Nie? Szkoda. Wzięłabyś ich poprowadziła na Kazbek zamiast mnie, mi się spać chce. Po kilku minutach dodał jeszcze: Oni są szaleni, mi by się tak nie chciało.

Cóż. Już to zauważyłam, że ludzie, chcący wejść na Kazbek, do formy „normalności” nie do końca się wpisują. W sumie każdy górski wariat tak chyba ma. Daleko szukać nie trzeba, widzę to po sobie każdego dnia 😀 Na samym początku nie mogłam się wczuć w rolę fotoreportera, ale potem się rozkręciłam i było tylko lepiej! Czekam na kolejną grupę, którą będę mogła odprowadzić 😉 taką pracę to ja lubię, co tu dużo mówić!

_DSC2561f.jpg
Po śladach.

W sumie to ludzie są jednak bardzo dziwnym gatunkiem. Nie przestaną mnie zadziwiać – nigdy-przenigdy! Do mojej KSIĘGI ABSURDÓW ostatnio dołączyło pytanie: „Skoro para kijków trekingowych kosztuje 10 lari, to jak wezmę jeden kijek, to zapłacę 5?” (absolutny hit minionego tygodnia!). Poza tym powinnam być chodzącą encyklopedią i wiedzieć, co na jakiej wysokości się znajduje i jaka jest amplituda przewyższeń między kościółkiem Cminda Sameba i Sabertse, o kilometrach nie wspominając! Myślałam, że zdając maturę z matematyki porzucam ją na wieki wieków, a tu teraz się okazuje, że zmuszona jestem wyliczać jakieś śmieszne amplitudy, jakby sobie sami nie byli w stanie odjąć 3000-2200 😀

Poza tym ludzie i ich idiotyczne pytania mogą czasem obrzydnąć, czasem więc konieczne jest ratowanie się ucieczką – byle dalej i byle wyżej.

Czekam więc na sprzyjające warunki pogodowe, czekam aż zakwitną całe połacie kaukaskich rododendronów, mój ogrodniczy fetysz w dzikości, marzy mi się wtedy wschód słońca gdzieś w okolicach mojej magicznej „trójki” i to poczucie wolności, że nic więcej do osiągnięcia szczęścia w danym momencie nie jest już potrzebne. A! Jeszcze jedna rzecz mi się marzy – jakaś kozica, chociaż jedna, bo strasznie, ale to strasznie brakuje mi saren i wystrzału adrenaliny, gdy naciskam spust migawki… Prócz tych cichych pragnień, wyciągniętych gdzieś z otchłani, to jest absolutnie wspaniale i nie ma na co narzekać! 😉 W kolejnym poście zrobi się już bardziej zielono, mogę Wam to obiecać! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s