Dzikie wojaże

Polowanie na babie lato.

4.09.18

Wrzesień. Dzieciaki poszły do szkoły, a ja łapię się za głowę, starając doliczyć się lat, „kiedy to było”… Tracę rachubę czasu 🙂

Zaraz obok maja najpiękniejszy miesiąc roku. Widać już gołym okiem, jak wszystko zmienia swoje barwy… Coraz wcześniej robi się ciemno, skłony gór zaczynają przypominać nasze Czerwone Wierchy, nad dolinami nieruchomo zastygły chmury, mgliste poranki, jeszcze mi tylko brakuje złotego światła i babiego lata, płynącego na wietrze. Wtedy już całkowicie poczułabym ten klimat jesieni. Jarzębina i rokitnik gotowe do zerwania, a ja, za każdym razem przechodząc obok nich, miewam fantazje, żeby ich owoce zalać czaczą i zaskoczyć Gruzinów wymyślnym smakiem słodkiej naleweczki! 😀 Ostatnio nawet dostałam od jakiegoś turysty pół litra, chciał wyrzucić butelkę do kosza, ale jak ją spontanicznie otrzymałam, tak spontanicznie oddałam tego samego wieczoru – bardziej potrzebującym 😉

_DSC8309.JPG
Kazbegi zmienia barwy.

Po sześciodniowej zmianie w biurze naczelną rzeczą, którą robię w wolny dzień w pierwszą godzinę po pobudce jest nastawienie prania. W dwie godziny, kiedy jeszcze zazwyczaj nie pada, zdąży mi wszystko wywiać, a resztę dnia mogę spędzić na cudownie odmóżdżającym sprzątaniu kuchni, łazienki, a także przeglądaniu Aliexpress i rozmyślaniu, jakaż to pierdoła za mniej niż 2$ mogłaby mi się przydać. Moja Mama przestała już te paczuszki nawet rozpakowywać, po prostu rzuca na jeden stos w kącie mojego pokoju – kupa rośnie i czeka na powrót Agusi. Najśmieszniej kiedyś było, jak zamówiłam sobie dwie koszulki – jak okazało się, identyczne zamówiłam jakiś miesiąc wcześniej. Spodobał mi się kolor. To chociaż oznacza jedno – jak mi coś raz wpadnie w oko, to jestem stała w uczuciach 😉

Cztery wolne dni to już baaardzo dużo. (To, co posprzątałam zdążyło się już ubrudzić). Dobrze, że już jutro do pracy!! 🙂 Nadrobiłam społeczne zaległości, dokończyłam książkę i WRESZCIE NORMALNIE POSZŁAM NA ZDJĘCIA. Z brakiem dzikich zwierząt w okolicy już się jakoś pogodziłam, choć to boli okropnie, ale zwykłego wyjścia w plener odpuścić nie można. To jak z sztuką dla sztuki – nie może być „przy m okazji”. 😉 Aaaach, tego mi trzeba było! Wyjścia po 5 rano, polowania na światło i dozy zachwytu. No i oczywiście przewiania głowy. Zawsze, gdy pizga tak, że urywa głowę, myślę sobie, że na Meteo muszą mieć przekichane. Nie mówiąc o tych, co akurat idą na szczyt! Wtedy dziękuję w myślach, że ja miałam tak idealne warunki… Farciarz nad farciarze. W ogóle pewnie niektórzy mogli sobie pomyśleć, że się przechwalam, bo jak wróciłam, to każdemu mówiłam: „A wiesz, że byłam na Kazbeku i Elbrusie?!” , ale to wszystko było z radości. 🙂 Po prostu nadal nie mogę uwierzyć w swoje szczęście: że tak wszystko idealnie się złożyło i dzięki temu bez wiekzych problemów mogłam wejśc na obie te góry… Więc teraz jak patrzę na Kazbek, mogę sobie tylko wyobrażać, jakie warunki muszą tam w danej chwili panować. A ja tam byłam. O, tam, na samym czubku.

Jak wisienka na ptysiowym torcie.

_DSC8480.JPG
Co tam musi się dziać na górze…

Wróciłam zziębnięta, wypiłam kawusię i resztę dnia z czystym sumieniem mogłam sobie czytać i przewracać się z boku na bok. Idealne lenistwo. Czasem tak po prostu trzeba, na odmianę dla życia na pełnych obrotach. 😉 Co jednak za dużo, to niezdrowo, potwierdzone naukowo! Przede mną kolejne 11 dni w biurze, ogarniania gruzińskiej rzeczywistości i walki z wiatrakami. A potem… a potem to znowu w drodze, znowu góry i polowanie na babie lato i chmury, wiszące nad dolinami…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s