Dzikie wojaże

Niech się dzieje!

6.04.2019

W przede dniu kolejnego wyjazdu do Gruzji, zebrawszy wszystkie rzeczy, czas zebrać i myśli, a trochę ich jednak jest. Znowu rzucam wszystko i lecę w świat daleki. Ale tak naprawdę w głębi serca wiem, że „NIE BYŁOBY DROGI, GDYBY NIE BYŁO DOKĄD WRACAĆ, NIE BYŁOBY DOKĄD JECHAĆ, GDYBY NIE BYŁO MIEJSCA, Z KTÓREGO SIĘ WYRUSZA”.

A definitywnie tym Miejscem jest mój Dom rodzinny, moje ukochane i najpiękniejsze Witanowice, a jak ktoś nie zna, to można i dodać Wadowice. Szykując się na ten wyjazd nie zapomniałam już o fladze – spodziewajcie się zdjęcia ze szczytu z biało-czerwoną flagą i podpisem „WADOWICE” 😉

_DSC7792.JPG
Witanowice i królująca nad pejzażem Babia Góra.

Zawsze jak jakiś obcokrajowiec pyta, gdzie mieszkam, mówię najprościej – w górach. Przecież i tak nie ogarną różnicy pomiędzy Beskidami, a Tatrami. A’propos – w zeszłym tygodniu udało mi się raz jeszcze skoczyć w Tatry – musiałam się napatrzeć na kolejne 7 miesięcy. (tak samo jak musiałam się najeść, napiec, nagotować itd. Takich rarytasów w Gruzji nie ma. :P) Niby zima, a jakby lato! Zrobiłyśmy Halę Gąsienicową przez Boczań, Czarny Staw, z powrotem Hala i przez krokusową Dolinę Jaworzynki do Kuźnic, po drodze zahaczając o pizzę. 😀 cała, caluteńka droga w krótkim rękawku i z podwiniętymi do kolan spodniami! Ludzie gapili się na mnie jak na kosmitę, ale serio – upał niesamowity. Oczywiście, by tradycji stało się zadość, zjarałam się jak niebożę stworzenie, pierwsze koty za płoty, teraz (może) będę łapać już brąz. Łapcie kilka zdjęć, popatrzcie, jak pięknie!!

Tyle Tatr, czas na Kaukaz. Tym razem Kalkulator dat wyliczył że pomiędzy datą 7 kwietnia 2019 r. (niedziela) a datą 20 października 2019 r. (niedziela) jest 196 dni, co stanowi 6 miesięcy i 13 dni”. Super.

Pamiętam, jak to było rok temu. W sumie to nie chce mi się cytować, bo myśli podobne, odsyłam więc do wpisu. 

Dziś już mniej więcej wiem, czego mogę się spodziewać. Przez co i, choć zupełnie nieświadomie, dużo bardziej przeżywam. Taka już jestem, że może nie widać na zewnątrz, ale w środku siedzi wszystko i się kłębi jak chmury nad górami. Będzie jednak dobrze. Jak się już zabiorę z tymi bagażami, które ważą więcej niż ja (2x23kg+1x8kg), wylezę z pociągu, jakimś cudem przeteleportuję się na lotnisko, raz jeszcze przepakuję i oddam to w cholerę do samolotu – już będzie dobrze.

Potem już poleci po petardzie, na przypale albo wcale i tak dalej.

GRUZIŃSKI SEZON DZIKICH WOJAŻY VOL. 2 WŁAŚNIE SIĘ ROZPOCZYNA! NIECH SIĘ DZIEJE! 🙂

_DSC9062
Koń by się uśmiał!

PS!!! Jeżeli ktoś z Was ma instagrama, zapraszam na mój profil @agawielinska , gdzie na bieżąco wrzucam głupio-śmieszne relacje 😉