Dzikie wojaże

Piter. S ljubowju.

Ciężko jest mi jednoznacznie określić, kiedy rozpoczęła się moja fascynacja Rosją. Czy były to marzenia o podróży Koleją Transsyberyjską z Moskwy do Władywostoku, czy to obrazy kuszących, nieskończonych przestrzeni pełnych dzikich zwierząt, zapierających dech w piersiach pejzaży, a może wszystko zaczęło się od pierwszej schadzki z bohaterami klasyków rosyjskiej literatury…

Doskonale pamiętam pierwsze spotkania z Fiodorem Dostojewskim – moim pisarskim guru, którego darzę miłością i ogromnym sentymentem, całe życie związanego z Petersburgiem. Jedno jest pewne ‒ mam do tego miasta ogromną słabość! I jest to chyba najpiękniejsza metropolia, jaką w życiu widziałam! 

 

Petersburg. Piter, Piotrogród, Leningrad… Miasto wielu nazw, pełne kontrastów i wielu barw. Gród Piotra Wielkiego, spełnienie jego imperialistycznych marzeń i ambicji, wyśnione miejsce do życia. Perełka nad Bałtykiem, miasto wzorowane na europejskich metropoliach, z racji niezliczonych kanałów i przepływających rzek nazwane Wenecją Północy. Ukochane miejsce Gogola, Dostojewskiego, Brodskiego i wielu innych osobistości. Nie bez kozery porównywany do Krakowa i mianowany narodową kulturową stolicą kultury. Śmiało można zaproponować tezę, że Petersburg sztuką stoi. Jedno jest pewne – to miasto fascynuje. Pod każdym względem.

Na sam początek krótka dygresja anegdotka, przeżyta na własnej skórze. Zacytuję sama siebie i powspominam swój pierwszy wypad do Pitera:

„Wysadzili nas na Dworcu Bałtyckim. Stoję jak zaczarowana, okręcam się w kółko jak nakręcony bączek i nie mogę uwierzyć… w to gdzie jestem? W własne szczęście nie mogę uwierzyć! Gdy bączek skończył się kręcić, warto było zapytać, jak się dostać do hostelu.

 – Przepraszam, jak dojść na Newski Prospekt?
– Iść?! Oooj! Na metro trzeba! O, tam jest stacja. 
 
No to dawaj, pierwsza konfrontacja! Daję pani w kasie 50 rubli, bilet kosztuje 28. Pani wydaje mi drobne, chowam je do portfela i czekam na bilet.
– Na co pani czeka?
-No na bilet.
– Przecież pani dałam.
– ????? Pani dała tylko resztę!
Kasjerka wzdychnęła na to z niesmakiem i pokazuje mi dopiero wtedy jak wygląda bilet na petersburskie metro.
JAK MONETA! ZAPAMIĘTAJCIE TO SOBIE! Może się komuś przyda. :)”

Jestem dziwnym dzieckiem i miewam zaskakujące przygody. 

Ja to zawsze mam śmiesznego farta: zwiedzam wszystkie najpiękniejsze miasta w dziwne pory roku. Tylko w Wenecji byłam pięknym latem, a tak to jesień, zima, błoto, mróz… Od skrajności w skrajność, ale lutową wyprawę do Pitera wspominam jako jedną z najbardziej hardcorowych wypraw, oczywiście w areały miejskie ;D

Pamiętam, jak napisałam bratu krótką wiadomość: „przechodziłam po zamarzniętej rzece!”, a wkrótce rozdzwoniły się telefony: „ale jak to, co to i CZY TY DZIECKO OSZALAŁAŚ?!” Zapomniałam dodać, że przy tak siarczystych mrozach Newa zamarza na grubą warstwę lodu, który pęka zazwyczaj dopiero w kwietniu… Więc jest bezpiecznie. Nie robiłabym czegoś, czego nie robią lokalni mieszkańcy!

Petersburg często nazywany jest miastem kotów. Swą sławę zyskały zwłaszcza w Ermitażu, w którego podziemiach koty zadomowiły się na stałe. Kilka lat temu kręcony był nawet film na temat niebywałego pożytku, jaki z nich płynie – w końcu koty, obrońcy sztuki, dzielnie bronią drogocennych eksponatów przed całą armią sprytnych, żarłocznych myszek, łasych na łatwy łup…Czytałam również artykuł o prowadzonej akcji: „Zaadoptuj kota z Ermitażu!”. Kto z nas nie chciałby posiadać takiego uduchowionego mruczka, na co dzień przestającego z największymi dziełami sztuki?! A więc, koty są wszędzie: na magnesach, pocztówkach, plakatach przy muzeach, w ulicznych zaułkach, nad Newą… Można powiedzieć, że to prawdziwy symbol miasta.

Aga Wielińska_Petersburg (6)

Z racji tego, że jestem Kocią Mamą, to kolejny argument, przemawiający za moją miłością do rosyjskiej Wenecji Północy! 🙂

Będąc w Petersburgu, warto poświęcić czas na dłuższe spotkanie ze sztuką. Serdecznie polecam odwiedzić nie tylko Ermitaż, gdzie znajdują się dzieła topowych europejskich twórców, jak chociażby Monet, Tycjan czy Picasso, ale też Państwowe Rosyjskie Muzeum, do odwiedzenia którego zachęca sam Aleksander Puszkin.

Aga Wielińska_Petersburg (14)

Przyznam szczerze, że nie do końca jestem jakąś szaloną fanką muzeów, ale właśnie to konkretne zrobiło na mnie ogromne wrażenie i sama nie wiedziałam, że spędziłam tam AŻ tyle czasu – prawie cztery godziny, które nie wiedziałam, nawet kiedy minęły!

Dla mnie, osoby studiującej filologię rosyjską, która na co dzień obcuje z kulturą i sztuką tego państwa, niesamowitym przeżyciem było zobaczenie tego pokaźnego zbioru na żywo. Jakże prościej zdać egzamin z historii sztuki, umiejąc sobie przypomnieć i skojarzyć, że „Kozacy piszą list do sułtana”, podobnie jak i „Burłacy na Wołdze”, to dzieła pędzla Ilii Riepina, a „Dziewczyna z brzoskwiniami” należy do Walentina Sierowa!

Co do architektonicznych perełek:

Spas na Krowi (Sobór Zmartwychwstania Pańskiego) to jedna z najbardziej charakterystycznych budowli Petersburga. Co ciekawe, cerkiew ta została wybudowana na miejscu, gdzie zamordowano cara Aleksandra II. W ramach ciekawostki mogę powiedzieć, że cara próbowano zabić kilkukrotnie, a osobą, której „w końcu to się udało” okazał się Polak.

Aga Wielińska_Petersburg (9)

Peterhof – letnia rezydencja carów rosyjskich. To wspaniałe miejsce dla wielbicieli architektury i turystów pragnących wypoczynku od zgiełku wielkiego miasta. W sezonie w całym zespole zamkowo-parkowym działa ponad 1000 fontann! Z racji tego, że Petersburg odwiedziłam pierwszy raz w listopadzie, a ponownie w lutym, niestety nie widziałam ich „w akcji”, co jednak nie umniejsza piękna całego kompleksu, po którym można spacerować bez końca!

Newski Prospekt. Wyjątkowo w jasnych tonacjach – wszechobecna mgła zdążyła się rozwiać. Mieszkańcy mówią, że w Petersburgu w ciągu całego roku przypada jedynie pięćdziesiąt słonecznych dni. Wenecja Północy, wybudowana na nadbałtyckich bagnach, znana jest z kapryśnej pogody: deszcze i mgły to dla obywateli Petersburga codzienność. Główny trakt „Północnej Stolicy” (a zarazem częste tło powieści, chociażby Gogola) to Newski ProspektTen Newski Prospekt kłamie o każdej porze, najbardziej jednak wówczas, kiedy noc spowije go w swe gęste zwoje i zaciemni białe i kremowe mury domów, kiedy całe miasto zamienia się w grzmot i błysk, kiedy krocie karot pędzą z mostu, hajducy wrzeszczą i podskakują na koniach, kiedy sam demon zapala światła po to jedynie, by ukazać wszystko w kształtach nieprawdziwych – czytamy w „Opowiadaniach petersburskich” Mikołaja Gogola. To przecież tą ulicą przechadzał się Kowalew, tytułowy „Nos”, czy bohater „Szynela”, Akakiusz Kamaszkin. Miasto u Gogola przedstawione jest jako żywy organizm ‒ z wyrazistą osobowością, przeżywający własne emocje i zbierający doświadczenia. Oddycha i czuje tak samo jak i człowiek. Petersburg ma duszę, a jego charakter wpływa na mieszkańców. Miasto poraża kontrastem: bogato zdobione cerkwie stoją tuż obok przemysłowej fabryki… Najwyższą sztukę spotyka się w ciemnych zaułkach. Jedno jest pewne ‒ Piter niejedną ma twarz

_DSC0547

Długo można by pisać i opowiadać o Petersburgu. To prawdziwy temat rzeka, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, zafascynowanego kulturą naszego wschodniego sąsiada. Dodam, że nie warto demonizować Rosji: można się tam czuć całkowicie bezpiecznie i na każdym kroku doświadczyć przyjaznych gestów: przecież to bracia Słowianie! Rzecz jasna, największą, ale za to praktycznie jedyną przeszkodą, którą należy pokonać, planując wyjazd do Rosji, jest wiza. Kiedy jednak uda nam się ją zdobyć (co nie należy do trudnych rzeczy), cały kraj stoi przed nami otworem! Petersburg jest ledwie jego początkiem. Cała pozostała przestrzeń, podobnie jak wiosna w wierszu Jesienina ‒ „bez końca i bez kraju”…