Dzikie wojaże

Zniżka na majówkę.

To, że w Polsce długi weekend dobiegł końca i znudzone rzesze zmierzają dziś do pracy, przeklinając poniedziałki, wcale nie oznacza, że w Gruzji jest to samo. Dlaczego?

  • W ogóle nie mieliśmy długiego weekendu.
  • Moja częstotliwość pisania uaktywnia się zwyczajowo w poniedziałek, więc wcale nie jestem znużona.
  • Ruszam dziś wieczorem na czterodniową wyprawę, od rana więc rozpiera mnie energia! J

Przez równiutkie trzy tygodnie pogoda w Kazbegi nas rozpieszczała, a Kazbek mamił swym widokiem. Kiedyś jednak musiał przyjść deszcz, którego nadejście Nika skwitował słowami: „No tak, zaczyna się sezon!” – mając na myśli nie tylko „pogodę na niepogodę”, ale i hordy turystów, okupujące nasze Zakopane. 😉 W końcu majskije prazdniki trwają w najlepsze, co najmniej do środy.

Ukrainiec z autobusu, który oblężał naszą budkę z pamiątkami (centrum obserwacyjne, wychodzące na sam ryneczek!) uważnie mi się przypatrywał, z niedowierzaniem kręcąc głową:

– Nie wyglądasz na Gruzinkę, takie zielone oczy….

-Bo ja Polka.

-Polka?! To ludzie z Ukrainy do Was za pracą jadą, a Polki wyjeżdżają do Gruzji?!

No tak, dokładnie, można to tak w skrócie podsumować, a co.

Hasłem przewodnim majskich prazdnikow jest wszechobecne słowo SKIDKA: ZNIŻKA. „Ale jak to nie możecie dać nam zniżki? Przecież jesteśmy na Wschodzie, powinniśmy się targować! To jak będzie z tą zniżką???” I tłumacz tu człowieku, że nic nie możesz na to poradzić, bo wychowana jesteś na systemie kapitalistycznym i takie sztuczki wychodzą poza jego ramy… Nie ma szans na zrozumienie! 😉

Udało nam się zaliczyć gruzińską imprezę urodzinową. Panuje tu taka tradycja, że dzień swoich urodzin trzeba przywitać w miłym gronie przyjaciół – nieważne, czy wypada on w środku tygodnia i rano trzeba wstać do pracy (ale przecież kto przejmowałby się takimi niuansami! Ludzie, to żaden argument!), czy w sobotę. Z resztą – tu i tak każdy powód jest dobrym pretekstem, by spotkac się w dobrym gronie i wyciągnąć butelkę wina (ale taką 20litrów).

Nie wiem, czy już o tym wspominałam, najwyżej się powtórzę: trzeba będzie zagłębić się nam w gruzińską sztukę wznoszenia toastów. „Na zdrowie” lub „za szczęście” nie wchodzą w grę. Toast to prawdziwa forma literacka – i niczym w baśni – potrzebny jest wstęp, rozwinięcie, a, co najważniejsze- puenta!!

Najbardziej fascynujące jest jednak deptanie kapusty. Taak, słuchajcie jak to wygląda: wszyscy siedzą przy stolikach, po północy wino leje się jeszcze większym strumieniem niż dotychczas, muzyka zaczyna grać głośniej, a podchmielonych ludzi po prostu zaczyna nosić: tupią nogami, kiwią głowami, takie tam. Z racji jednak tego, że stół zajmuje ¾ pomieszczenia (krzesła ledwo się mieszczą!) nie ma przestrzeni na potańcowy! Ludzie więc wstają i zaczynają kołysać się do rytmu przy (albo i nad) stole. Nie ma miejsca na tańce i hulanki, ale cóż poradzisz, jak Cię nosi! Toż to deptanie kapusty w czystej postaci! W wersji gruzińskiej rzecz jasna. 😉

„Takich imprez czeka Was jeszcze dużo!” – usłyszałyśmy na odchodne.

_DSC0778.JPG
Kto rano wstaje, temu Pan Bóg puste szlaki w górach daje! 🙂

Wolny dzień, zwłaszcza w środku tygodnia, jest idealna okazją, by spożytkować nagromadzoną w sobie energię, buzującą jak oranżada i wystrzelić w góry. Kto rano wstaje, ten ma puste szlaki – warto więc wychodzić skoro świt, by uniknąć tłumów (analogicznie jak w naszych tatrach,  żadne to odkrycie!). Cminda Sameba (ten słynny kościółek) jest dla mięczaków, ja z Anią jak z procy wystrzeliłyśmy wyżej i zatrzymał nas dopiero śnieg – na Saberdze (3000m n.p.m). Śmiałyśmy się, że gdy będziemy chciały się umówić na randkę z jakimś lokalnym dżygitem, by go sprawdzić, będziemy mu mówić: „Ok., to czekaj na mnie na Saberdze!” Przetrwają tylko najlepsi 😀 Śnieg okazał się nie do przejścia suchą i lekką (bez sprzętu) stopą, widoki jednak były tak wspaniałe, a Kazbek tak majestatyczny, że nie pozostaje nic innego, jak czekać cierpliwie na lato i wtedy ruszać w drogę, wyżej! 😉 Przy okazji cieszyłam się jak dziecko, bo wracając z Saberdze odkryłam rododendrony, rosnące na zboczach, co dla fanki fotografii i ogrodnictwa jest wprost wymarzonym plenerem! Jeszcze jakiś miesiąc i zacznę spełniać swoje fotograficzne fantazje z rododendronami w roli głównej! 😀 Znowu wykorzystam swój wolny dzień najlepiej, jak się tylko da 🙂

_DSC0898.JPG
Kazbek.

Dochodzi 7:45, najwyższy czas wypić kawę, coś zjeść, a nade wszystko – zacząć się pakować! Prosto z pracy ruszamy w drogę. Będzie fajnie, już nie mogę się doczekać!

Miłego tygodnia dla Was wszystkich, przesyłam kazbeckie pozdrowienia!!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s